Kilkaset osób zostało oszukanych przez nieuczciwych agentów ubezpieczeniowych. Metoda przekrętu była wręcz banalna.
Siedmiu oszustów podrabiając podpisy pod fikcyjnymi umowami przystąpienia do funduszu emerytalnego, pobierało prowizję.
“Ubezpieczeni” dowiadywali się o tym po kilku miesiącach, gdy z towarzystw ubezpieczeniowych zaczęli otrzymywać potwierdzenia rejestracji… swoich umów.
Przez kilka miesięcy (1999 rok) oskarżonym udało się sfałszować przeszło pięćset podpisów.
Dzięki temu zawarli oni około trzystu fikcyjnych umów przystąpienia przez mieszkańców Tarnowa oraz powiatu tarnowskiego, dąbrowskiego i dębickiego do dwóch funduszy emerytalnych: Ego i Skarbiec-Emerytura. Ci, którzy rzekomo podpisali umowy, dowiedzieli się o tym z pism, które otrzymali z funduszy, które potwierdzały, iż ich wniosek został zaopiniowany pozytywnie.
Doszło również do tego, że w kilkudziesięciu przypadkach, na konto otwartych funduszy emerytalnych, tarnowski Zakład Ubezpieczeń Społecznych przelał już pieniądze.
Za każdą umowę agenci otrzymali prowizję. W zależności od tego kiedy “podpisana” była umowa od 100 do 250 złotych. W sumie udało się im wyłudzić prawie 60 tysięcy złotych.
Prawie wszystkie pieniądze wpłynęły na konto mieszkańca Pilzna, Krzysztofa K. To on, wynika z dokumentów prokuratury, był mózgiem szajki przestępczej.
Czy podzielił się ze wspólnikami, tego nie udało się na razie ustalić. Oskarżeni, osoby mieszkające w Tarnowie lub najbliższej okolicy, twierdzą, że nie otrzymali ani złotówki.
- Śledztwo trwało kilkanaście miesięcy. Musieliśmy wykonać bardzo żmudną pracę. Trzeba było bowiem przesłuchać kilkaset osób, wykonać wiele ekspertyz grafologicznych.
Dwukrotnie sporządzane były ekspertyzy biegłych z zakresu prawa ubezpieczeń społecznych – wyjaśnia rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie Mieczysław Sienicki.
Nie udało się ustalić, przynajmniej na razie, skąd oskarżeni mieli dokładne dane o osobach, które rzekomo zawierały umowy z OFE Ego i Skarbiec Emerytura. Jedna z wersji zakłada, iż dane dostarczył mąż jednej z oskarżonych kobiet, który pracuje w jednym z dużych tarnowskich zakładów pracy. Świadczy o tym między innymi to, że wśród fikcyjnych umów jest sporo takich, które mieli podpisać właśnie pracownicy tej firmy.
Z powództwem w tej sprawie wystąpiły fundusze emerytalne oraz osoby prywatne, urażone tym, iż ich dane personalne, trafiły w niepowołane ręce.
Oskarżonym grozi surowa kara. Tym bardziej iż podpisy fałszowano na dużą skalę, a przy okazji czerpano z tego spore korzyści majątkowe. Wobec kilku osób zastosowano wcześniej areszt tymczasowy, ale sąd nie zgodził się na jego przedłużenie. Będą odpowiadać z wolnej stopy. Grozi im kara nawet do ośmiu lat pozbawienia wolności. Nic nie wskazuje jednak na to, by proces rozpoczął się w tym roku.
Sędziowie potrzebują co najmniej kilka tygodni, by zapoznać się z zebranym materiałem.
Autor artykułu: (mir)